Elektryfikacja w sektorze pojazdów użytkowych – czy to przyszłość transportu?
wtorek, 07.02.2023
Najkrótsza, a zarazem najbardziej wiarygodna odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi „to zależy”… Rynek motoryzacyjny, w tym także dostępność pojazdów z napędami alternatywnymi zmieniają się tak szybko, że trudno jednoznacznie przewidzieć czy i jakie rozwiązania będą dominujące w przyszłości. W tej sytuacji jeszcze wyraźniej zarysowują się zalety wynajmu, jako metody finansowania floty.
Ludzkość musi ograniczać emisje CO2 i innych substancji, przyczyniających się do zmian klimatu i zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Co do tego, w znakomitej większości, nie ma wątpliwości. Rozbieżności zaczynają się jednak w kwestii środków, metod i technologii, jakie mają nas do tego doprowadzić. Jeszcze dwie dekady temu Europa przeżywała boom na silniki diesla, które stanowiły najpopularniejsze źródło napędu również w małych, miejskich samochodach. Tak było do 2015 roku, gdy amerykańska Agencja Ochrony Środowiska odkryła, że samochody jednego z europejskich koncernów w warunkach drogowych emitują nawet kilkadziesiąt razy więcej tlenku azotu niż podczas laboratoryjnych testów emisji spalin. Ta afera przyspieszyła zmiany na rynku motoryzacyjnym. Producenci wykonali „ucieczkę do przodu” skupiając się na rozwijaniu pojazdów elektrycznych, a wielu zapowiedziało, że wkrótce nie będą już konstruować nowych diesli czy benzyniaków. Te deklaracje dotyczyły jednak samochodów osobowych. W aut użytkowych diesel nadal trzyma się mocno.
1. Od czego zależy powodzenie elektryfikacji transportu drogowego?
Samochody elektryczne mają coraz więcej zwolenników. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wielu z nich należy do grona tzw. „early adopters”, czyli ludzi, którzy interesują się najnowszymi technologiami i są gotowi wprowadzać je do swojego życia nawet jeśli wiąże się to z pewnymi niedogodnościami. A te w przypadku pojazdów elektrycznych objawiają się przede wszystkim w dłuższych trasach. Diesel jest efektywny przy długotrwałych, wysokich obciążeniach jakie generują samochody ciężarowe, a jednocześnie pozwala na pokonywanie wielu kilometrów bez tankowania, a w razie potrzeby paliwo można uzupełnić w kilkanaście minut, na każdej stacji. Paradoks elektryków polega na tym, że aby uzyskać duży zasięg można zwiększać pojemość baterii, co jednak podnosi masę pojazdu, a więc również zapotrzebowanie pojazdu na energię. Co więcej, im cięższe baterie, tym mniejsza ładowność danego modelu. Do tego dochodzi kwestia infrastruktury, czyli dostępności ładowarek, a także możliwości doprowadzenia do nich wymaganej ilości energii. Nie bez znaczenia jest też czas potrzebny na uzupełnienie energii w dużych akumulatorach.
Trudność określenia czy samochody elektryczne to przyszłość transportu wynika również z tego, że po wielu latach królowania silników spalinowych, wkroczyliśmy w fazę bezprecedensowo szybkiego rozwoju napędów alternatywnych. Elektryki to tylko jedno z rozwijanych rozwiązań. Producenci testują także pojazdy zasilane wodorem czy też systemy elektrycznych dróg, wyposażonych w układy ciągłego zasilania samochodów prądem.
Ścieżek jest zatem wiele, a o tym, która z nich zamieni się w autostradę do zeroemisyjnego transportu może zdecydować jedno odkrycie czy rozwiązanie. Wdrożenie dużo lżejszych i bardziej pojemnych akumulatorów przy zachowaniu przystępnej ceny pozwoliłoby upowszechnić pojazdy elektryczne nie tylko w dystrybucji, ale również w transporcie długodystansowym. Oczywiście pod warunkiem, że możliwości szybkiego ładowania zostaną zbliżone do poziomu, jaki użytkownikom diesli oferuje mnogość stacji paliw.
2. Ograniczenia dla pojazdów… elektrycznych
Napędy elektryczne, podobnie jak praktycznie każda nowa technologia, niosą korzyści, ale również ograniczenia i to nie tylko te wynikające z zasięgu pojazdu.
Zakaz wjazdu samochodów zasilanych gazem LPG – takie znaki często można zobaczyć przed parkingami podziemnymi – w hotelach, budynkach mieszkalnych czy w centrach handlowych. Wynika to z właściwości samego paliwa, które jest cięższe od powietrza, więc w razie wycieku może koncentrować się w zagłębieniach czy trudno dostępnych miejscach. W skrajnych przypadkach stężenie LPG może wzrosnąć do poziomu, który zagraża wybuchem. Takie zakazy mogą czekać również użytkowników pojazdów elektrycznych i to pomimo tego, że te statystycznie znacznie rzadziej ulegają pożarom niż samochody z napędami konwencjonalnymi. Problemem jest jednak ugaszenie samochodu elektrycznego, które wymaga znacznie więcej czasu, sprzętu i środków gaśniczych niż w przypadku benzyniaka czy diesla. Czasami konieczne jest wręcz umieszczenie całego płonącego pojazdu lub zespołu akumulatorów w kontenerze z wodą, co stanowi wyzwanie przy pożarze niewielkiej „osobówki”, a co dopiero gdy pali się dostawczak czy ciężarówka.
Ograniczenia w poruszaniu się samochodów elektrycznych już są stosowane. Przykładem jest kraj, w którym elektromobilność rozwija się niezwykle szybko, czyli Norwegia. I nie mówimy tu wyłącznie o likwidacji takich udogodnień, jak możliwość jazdy buspasami. Jeden z norweskich przewoźników promowych poinformował, że na popularnej linii łączącej Bergen z Kirkenes nie będzie przewoził pojazdów na prąd. Przeprawa promowa była wygodną alternatywą dla trasy liczącej ponad 2200 km, wiodącej przez trzy państwa. Ograniczenie wynika z faktu, że pokładowe urządzenia przeciwpożarowe i gaśnicze nie podołają ugaszeniu płonącego elektryka, a ogień stanowi niezwykle poważne zagrożenie dla jednostki pływającej.
3. Pod napięciem po mieście
Na tempo elektryfikacji transportu wpływać będzie również prawo. Przykładem, który obejmuje już także Polskę, są strefy czystego transportu, jakie mogą wprowadzać władze samorządowe, w praktyce eliminując pojazdy spalinowe ze ścisłych centrów miast. Elektryfikacja to też odpowiedź na wymogi nałożone na firmy realizujące usługi komunalne. Już obecnie te podmioty muszą wykonywać część zadań przy użyciu pojazdów z napędem alternatywnym. Właśnie w tych zastosowaniach – miejskiej dystrybucji i usługach komunalnych – najwyraźniej widać zalety pojazdów elektrycznych, które są dużo cichsze, a więc mogą operować także w godzinach wieczornych czy nocnych. Dodatkowo nie emitują szkodliwych substancji tam, gdzie gęstość zaludnienia jest największa. To zaleta nie do przecenienia, nawet jeżeli większość energii elektrycznej w Polsce nadal pochodzi z węgla.

„W Truck Care doskonale wiemy, że nasi klienci potrzebują różnych rodzajów pojazdów, bo nie ma dwóch całkowicie identycznych biznesów. Dlatego od dawna budujemy naszą flotę z myślą o tym, by była jak najbardziej uniwersalna i pozwalała nam odpowiadać na potrzeby możliwie jak najszerszego grona klientów. To oznacza, że można u nas wynająć zarówno pojazdy w popularnych konfiguracjach, jak i samochody specjalistyczne lub wręcz szyte na miarę. Elastyczność rozumiemy jednak nie tylko jako kwestię zabudowy czy ładowności, lecz też napędu. Poszczególne rodzaje układów napędowych mają swoje zalety i wady, a co za tym idzie – sprawdzają się w różnych zastosowaniach. Stąd też we flocie TRUCK CARE będą zarówno nowoczesne diesle, pojazdy na LNG/CNG, a także wersje elektryczne, które już stanowią realną alternatywę np. w dystrybucji. W ten sposób jesteśmy gotowi na elektromobilność, dając również naszym klientom bezpieczeństwo korzystania z nowoczesnych technologii. Wynajem zdejmuje z przedsiębiorcy kwestie serwisowania, a także ryzyko związane z awariami czy też późniejszą odsprzedażą pojazdu. Z kolei wynajem krótkoterminowy pozwala sprawdzić w praktyce czy samochód użytkowy na prąd już jest dla mnie czy jeszcze nie.”
Łukasz Chyliński, Prezes Zarządu TRUCK CARE